Zwyczajnie zwial...

Witam. Dzis odwinalem najwiekszy numer od czasu gdy zaczalem moja przygode z modelami. Rzucajac model w powietrze musialem zahaczyc palcem o wylacznik
zasilania i model wystartowal w trybie offline. Ten trenerek mial to do siebie ze swietnie latal bez mojej pomocy. Pozostalo mi tylko bezsilne pozdziwianie jak wzbija sie w powietrze powoli robiac kregi. Troche wialo wiec szybko zniknal mi z oczu. Paliwa mial na jakies dziesiec minut wiec bioroc pod uwage predkosc wznoszenia to byly nie metry a kilometry... Jak ten duren zaczalem biec za nim i zlamalem antene w nadajniku.
Dramat.
Mam nadzieje za przynajmniej szkod nie narobil.
To byl czeski trenerek 4cm3 kadlub z laminatu rozpietosc 120cm Skrzydla zolte, od spodu czerwone.
http://www.rctorun.pl/foto/Nasze%20latanie/Loty%202005.03.26/AUT13755.JPG
Startowalem w Gdansku polecial gdzies w rejon Kowal, kierunek kolbudy...
pozdrawiam Daniel
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload

Ale historia - szkoda modelu. Przyjmij wyrazy wspólczucia :| Slyszalem kiedys, ze dobrze jest podpisywac swoje modele, a nawet ktos kiedys stwierdzil, ze domowym sposobem - miniaturowym frezem - graweruje swoje inicjaly z nr telefonu na plastikowych obudowach osprzetu - tak na wypadek, jakby ktos znalazl. Tu nasuwa mi sie kilka pytan: Czy ktos z uzytkowników grupy tak robi? Czy zdarzylo sie komus, ze uciekl mu podpisany model i znalazl go uczciwy znalazca? A moze w Polsce juz nie ma uczciwych znalazców? Pozdrawiam, peTer
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload

Cześć!
Może i nie ma...
W 1969 roku, jako 15 latek przez kilka miesięcy odwiedzałem pewną modelarnię w średniej wielkości mieście. Budowałem tam jakiś model pływający, którego nigdy nie skończyłem, bo zniechęciły mnie problemy z aparaturą do zdalnego sterowania. Ale w tej modelarni dużo starszy modelarz budował model pancernika "Richelieu". 2 metry bierzące kadłuba z epoksydu! Po około roku byłem na pokazach modelarskich na pobliskim bajorku. Dość sporym. W drugim rejsie pancernika coś nawaliło w aparaturze robionej w domu i model uciekł... Zniknął w szuwarach... Zapadł się pod wodę... Nigdy go nie znaleziono. W 1995 roku, chyba po raz pierwszy, spuszczono całą wodę z bajorka. Jak tylko się o tym dowiedziałem zaraz poszedłem w przypuszczalne miejsce utopienia się modelu. I był! Silniki i elektronika na tranzystorach to oczywiście szmelc całkowity, ale kadłub i nadbudówki zachowały się w bardzo dobrym stanie. Nawet farba nitro nie zaszła...
Pozdrowienia. Krzysztof.
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload

Co stało sie z tym modelem? Jaka jest jego dalsza historia?
--
Pozdrówka PiotrP
www.modelarski.net
  Click to see the full signature.
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload

Cześć!
Co się go nadźwigałem! Oczywiście nie sam. Stoi teraz u mnie w piwnicy.
Wygląda na to, że model po uderzeniu w wysoki i mocno podmokły brzeg, został zasypany zwałem ziemi, bo wystawały tylko maszty. Ale to tylko moje przypuszczenie.
Poszedłem do tej modelarni, wypytałem tam ludzi, i okazało się, że autor modelu już wtedy, w 1969 roku miał 45 lat i był górnikiem na emeryturze. Niestety, ale zmarło Mu się w 1991 roku. Jego znajomi koledzy-modelarze powiedzieli mi, że jeszcze przez trzy lata szukał tego modelu. Podobno jeszcze w roku Jego śmierci były w piwnicy modelarni formy gipsowe do tego modelu. Przypominam sobie, że było ich 5, 3 częściowa forma kadłuba i 2 częściowa forma pokładu z głównymi nadbudówkami. Dopiero po Jego smierci wyrzucili na śmietnik.
Pozdrowienia. Krzysztof.
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload
Uciekały. Ale długie będzie.
1.Dobrych kilkanaście lat temu mój kolega "zgubił" w powietrzu model 2,40. Motoszybowiec z silnikiem spalinowym 2,5. Wysiadło zasilanie. Na wolnych obrotach, doskonale latający miotoszybowiec oddalił się bez pośpiechu i mimo pogoni nie dało się go złapać. Poszukiwania też zakończyły się fiaskiem. Były to czasy kiedy jeszcze aerokluby działały prężnie i modelarzy sie nie goniło z lotniska. Wszyscy mieli nadzieję, że znalazca zajrzy do Aeroklubiu. Że może za dobne wynagrodzenie doniesie. Poszukiwania zajęły ze dwa tygodnie: jeżdżenie po okolicy, obliczenia gdzie mógł wylądować, rozmowy z mieszkańcami. Jedni widzieli inni nie. Ale generalnie klapa. Minęły ze dwa lata i w Aeroklubie rafił się pijaczek,który twierdził, że ma szybowiec i za psie pieniądze ( na flaszkę - góra dwie) gotów jest go sprzedać. Model według jego opisu miał być cały. Zamiast wyasygnować kasę na flaszkę dla pijaczka na odkupienie modelu, pan instruktor zaczął szukać kontaktu za mną, bo do kolegi namiarów nie miał. Pijaczek stracił cierpliwość i po godzinie tkwienia na lotnisku sobie poszedł. Ale ciąg dalszy jakby jest. Po kolejnych 2-3 tygodniach inny mój znajomy przyznał się, że kupił od takiegoco mu się pić chciało model. Od słowa do słowa okazało się ,że to prawie taki sam ...ale: inny kolor, inny silnik, inne serwa, inna elektronika.............No i tyle. W końcu ile modeli na określonym terenie ucieka? Kilka lat wcześniej społeczeństwo modelarskie było bardzo skonsolidowane i nie rozłaziło się w szwach, tak jak teraz. Wszyscy o wszystkich wszystko wiedzieli:-) oczywiście w modelarstwie. Mój kolega modelu nie znalazł. 2.Ten sam kolega trenował niskie przeloty nad trawą: kosiaczki - jak to się u nas określa. Jeden kosiaczek, drugi......kolejny.Przy którymś tam sztywny kawałek badyla wyłączył odbiornik. Włącznik był zamocowany z boku tak ,że włączał do przodu a wyłączał do tyłu (sądząc po opisie Daniela u niego było odwrotnie: wyrzucił model i w ostatniej fazie pchnięcia wyłączył model). Z lekko zaciągniętą wysokością, sterem na wprost i lekki gazem model spokojnie poszedł w powietrze. Motoszybowiec 2.00 motorek 1,8. Kłopot polegał na tym,że pole lotów było właściwie w granicach miasta i dalej we wszystkich kierunkach niezbyt daleko infrastruktura miasta: domujednorodzinne, wylotówka z miasta, osiedle bloków. Zrobiło się gorąco .Gość wsiadł do samochodu i w długą za modelem. Drogi niestety nie pokrywają się z trasami powietrznymi:-) więc jadąc na wyczucie starał się trafić w rejon gdzie mógł dolecieć. W zbiorniku nie ma było zbyt dużo paliwa. Trasa prowadziła w kierunku osiedla domków jednorodzinnych. Wjeżdżając pomiędzy nie zauważył z przeciwka samochód z kolegą z pracy. Zatrzymał się na chwilę bo po prostu chciał się przywitać i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć tamten stwierdził, że właśnie niedalko widział lecący nisko model. Ponieważ wiedział, ża moj kolega to modelarz to mu o tym mówi i pokaże gdzie to bylo (póżniej okazało się, że gość był tam "służbowo" zupełnie przez przypadek). Kilkadziesiąt metrów dalej, po wypytaniu okolcznych mieszkańców trafił w końcu na dom , gdzie dwóch gości lakierowalo na podwórku samochód i ci model mu oddali. Samolot zaczął tracić wysokość, bo kończyło się paliwo, lecąć prosto na ich polakierowaną skorupę:-). W chwili kiedy obaj szykowali się do '"odparcia ataku", zmieniony skład miszanki paliwowej zwiększył na chwilę gwałtownie obroty silnika. Model poderwal się do góry, przeleciał nad nimi i ogrodzeniem, po czym utkwił dziobem w kolejnym płocie z siatki, cały i nieuszkodzony...Po powrocie na pole paliwo, w powietrze i żadnych kosiaczków. Małe wyjaśnienie: mój kolega ma nalot roczny coś koło 200-400! godzin rocznie i jest jednym z najlepszych pilotów. Ale od chwili zgubienia pierwszego na każdym modelu ma swoje dane. Na tym drugim też miał. I znalazcy twierdzili, że na pewno by zadzwonili. 3.Na obozie modelarskim w górach mój syn pod okiem"instruktora" uczył się latać szybowcem na zboczu. Prawie szczyt niewysokiej góry, za plecami niewielki, ale gęsty lasek. Spory wiatr i zbyt małe uniejętności. Zamieszanie było jak "150", instruktorowi "wyszlo z pod kontroli" całe towarzystwo. W pewnym momencie model za drzewami i po krzyku. Poszukiwania nie dały rezultatu, mimo że przeszukaliśmy całą okolicę i lasek. Szukało modelu jakieś 15 osób. Minął rok i kolejnu obóz modelarski. Ta sama góra i trochę inne towarzystwo. Mój chłopak z innym modelem. Ci co sie nudzą łażą po okolicy i w pewnech chwili przynoszą nasz model!! Cały i nawet niezbyt brudny. Przegląd: wszystko całe, suche, zasilanie do śmieci. Zmiana akumulatorów, test zasięgu, model w powietrze i wszystko O,K. Dwa dni później powtórka: zamieszanie na stoku, wiatr, oslepiające słońce..........Model znowy wychodzi poza obszar widoczności i tak jak poprzednio niezbyt daleko. Tym razem definitywnie ginie i tyle.Taki Latający Holender. I był podpisany:-)
Jerzy
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload
Krzysztof, Jerzy - super historie :) Dzięki, że podzieliliście się z Nami swoimi opowieściami z przygód modelarskich. Może ktoś jeszcze przypomina sobie, jakąś niesamowitą historię modelarską, którą udało mu się przeżyć, doświadczyć - uwielbiam czytać takie opowieści. Czekam z niecierpliwością na następne :) Pozdrawiam serdecznie, peTer
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload
Potwierdzam, historie są super !!! Można je czytac w kółko :)
Również dołaczam się do apelu z prośbąo więcej takich historii :)
Pozdrawiam Jacek
peTer wrote:

Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload

No to i ja: Razem z kolegą który miał szybowiec RC (ja robiłem za wyciągarkę:) lataliśmy swego czasu w okolicach Łodzi. Model podpisany , adres, tel. I wiele razy było ok choć wylądował nieraz daleko i w wysokich trawach. Ale serwa miał głośne i jak dotarliśmy w okolice to w ciszy łąki, na słuch pracujących serw wielokrotnie go znajdowaliśmy. Ale raz wylądował w niskim zbożu (wiosna) i kiszka. Stałem na wzniesieniu i widziałem gdzie wylądował, szedłem prosto na niego i nie znalazłem.Do wieczora szukaliśmy.NIC. Kolega jeszcze przez trzy dni tam się rozglądał i też nic. Minęło lato, zboże dojrzało i chłop co je kosił, znalazł model. Zadzwonił i po żniwach model odzyskaliśmy.Wszystko ok poza aku. Dobrze że poletko było małe i kosił ręcznie, bo kombajn by z niego zrobił sieczkę :) a tak latał długo i szczęśliwie...ostatnio go widziałem u kolegi na ścianie w ramach dekoracji, bo z racji zwiększenia obowiązków rodzinnych, (żona, dzieci) latanie odłożył na czas późniejszy:(
pozdrowienia Piotr W.
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload
Witam,
Swietny tekst, dziekuje!
Dwa lata temu kolega, swietny modelarz stracil spalinowego trenera w klasyczny sposob - wlot modelem "w slonce", chwilowe oslepienie, potem nie wiadomo bylo jak model leci, wiec zdjal gaz , podciagnal ster wysokosci i staral sie zapamietac punkt na horyzoncie gdzie model zniknal. Poszukiwania trwaly trzy dni, wreszcie na trzeci dzien przypadkiem jego kolega lecial swoim smiglowcem nad naszym polem i poproszony poswiecil 5 minut na spenetrowanie okolicy. Okazalo sie ze model lezy zupelnie nieuszkodzony w zbozu, ponad 300m dalej niz granica poszukiwan jaka przyjelismy. Mimo ze w miedzyczasie przeszla silna burza, byl calkiem sprawny za wyjatkiem pakietu. Swoja droga, to przelecial blisko podworka gdzie sie bawily dzieci, nad szkolka ogrodnicza gdzie bywa calkiem sporo klientow i nad ruchliwa droga. Strach pomyslec co by bylo gdyby kogos trafil...
Kilka tygodni temu odwiedzilem kolege w Austrii. Nad jego wioska jest piekne zbocze gdzie wraz z innymi modelarzami (6 aktywnych modelarzy na wioske 1500ludzi - niezle) lataja swymi wielkimi szybowcami (najmniejsze 2m, srednio 4, najwieksze 6). Powiedzial: To byl zly rok, przestalismy tu latac, w ciagu 3 miesiecy 9 szybowcow wpadlo tu do lasu i nie znalezlismy zadnego. Nastepnego dnia wybieralismy sie z synem poszukac...
Pzdrw Robert
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload

Tak, mam podpisane wszystkie modele.

Całe szczęście nie.

Straciłem kiedyś plecak z nadajnikiem, dokumentami i pakietem. Rzeczy te porozrzucane były w lesie tuż przy ścieżce. Całe szczęście biegł tamtędy jakiś sportowiec, który pozbierał to wszystko i mi dostarczył. Przeprowadziłem małe dochodzenie i okazało się, że z moim plecakiem widziano grupkę dzieciaków. Innym razem zgubiłem dokumenty w których były także pieniądze. Odniósł je ubogi człowiek (tzw. zbieracz, przeszukuje śmietniki, zbiera złom). Oczywiście wynagrodziłem mu jego uczciwość.
--
Pozdrówka PiotrP
www.modelarski.net
  Click to see the full signature.
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload
Witam A czy mozna wiedziec gdzie na terenie Gdanska znalazl Pan kawalek plaskiego terenu gdzie mozna polatac? Tez jestem z Gdanska (Ujescisko) i kiedy sie tu przeprowadzalem wpadlem w euforie z radosci kiedy zobaczylem ze niedaleko mojego miejsca zamieszkania znajduja sie ogromne niezagospodarowane pola. Niestety z bliska juz nie wygladalo to juz tak kolorowo (trawy, krzaki, chwasty o wysokosci okolo 1,5m i to z grubymi pedami wbijajacymi sie w skrzydla przy ladowaniu)

Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload
Cześć,

Startowaliśmy (byłem z Danielem) właśnie na Ujeścisku, a dokładnie na polach za nowym osiedlem Zakoniczyn. Niestety, nie ma tam pola golfowego :( co za tym idzie start odbywał się z ręki co poniekąd doprowadziło do tego przypadku :(
Daniela model ma skrzydła kryte balsą czy fornirem, na to folia - taka konstrukcja jest dośc odporna na lądowanie w tych krzaczorach, model po prostu siadał na poduszcze z zielska.
Niestety, obawiam się ze mój trenerek ze skrzydłami konstrukcyjnymi straciłby całą folię w tych warunkach - czyli trzeba szukać czegoś bardziej przyjaznego, lub wyposażyć się w solidna spalinową kosiarę i przygotować pas startowy.
A tak przy okazji -czym i gdzie próbowałeś latać?? Im nas więcej tym łatwiej powinno byc coś razem wymyślić/załatwić.
Pozdr., Michał
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload
nie ma problemu mozemy sie zgadac ja latam elektrykiem 2m (dosyc sympatyczna zabawka) no to mowimy w takim razie o tym samym ladowisku :) fakt ladowanie jest dosyc bezpieczne dla trwalosci modelu jako calosci ale kto ma skrzydlo konstrukcyjne no to niezazdroszcze ale i tak zostaja brzydkie oznaki lądowań moje gadu 1412782

Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload
Moja historia ucieczki modelu Gawron znajduje sie na stronie www.teyet.com w dziale technika jako ostatni opis dotyczący modelu Gawron .Zapraszam zainteresowanych.
Add pictures here
<% if( /^image/.test(type) ){ %>
<% } %>
<%-name%>
Add image file
Upload

Polytechforum.com is a website by engineers for engineers. It is not affiliated with any of manufacturers or vendors discussed here. All logos and trade names are the property of their respective owners.