Latająca butla

Loading thread data ...
Pan Konrad Anikiel napisał:
Miałem tę Nokię, miałem Tico. Nawet w tym samym czasie. Jedno i drugie nówki sztuki wprost z fabryki. No, Tico może nie całkiem wprost, bo jak przypłynęło z fabryki statkiem do Triestu, to tam mu wydłubali silnik, postaili obok samochodu na platformie kolejowej, wysłali do Warszawy, gdzie ten silnik nazad wmontowali -- i sprzedali mi jako samochód montowany w Europie. A co do ceny, to Nokia miała jednak krótszą o jedno zero (operator wziął jeszcze mniej, ale regularna cena była znama).
To dopiero teraz jest tak, że używany samochód może być tańszy od nowego smartfona. I wielu ludzi też na raz ma jedno i drugie -- i nie widzi w tym problemu.
Dzisiaj jest dla mnie abstrakcją bym za telefon chciał zapłacić sumę, która jest bardziej zauważalna od codziennych zakupów w Biedronce. A już zwłaszcza by to miała być suma przekraczająca niezła pensję. A tak było z pierwszymi telefonami komórkowymi w Polsce. Nie tylko w Polsce zresztą.
Reply to
invalid unparseable
Użytkownik "Konrad Anikiel" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych: snipped-for-privacy@googlegroups.com... W dniu sobota, 15 kwietnia 2017 00:14:49 UTC+9 użytkownik J.F. napisał:
Dzisiaj też, ale dzisiaj rynek jest inny.
Ale mowimy o kwocie rzedu 1000$, czy wiekszej ? Jesli tylko 1000$, to raczej jakis motorower Suzuki, byc moze 4 kolowy ...
Czy tak dlugo pracowac ... notebook kosztowal wtedy chyba ze 2k$, a ludzie kupowali. Dla celow sluzbowych bardziej.
To im trzeba wmowic, ze to taki kieszonkowy komputer, ma worda, excela, e-maila :-)
To wtedy bylo 1500$, czy blizej 2000 ?
550 funtow na dzisiejsze ~2500 zl, to sa i drozsze smartfony na rynku :-)
tanszy chyba nie, lepszy - trudno powiedziec, a czy mnostwo softu ... chyba jeszcze nie. Za nawigacje musialbym doplacic, a bez niej - po co mi smartfon ? :-)
No widzisz - gorszy byl, i mialem wybrac gorszy telefon ? :-P
A ja serwisy googla omijam szerokim lukiem, wiec to zadna zaleta :-)
To, ze firmy ogolnie wiedza, to nie znaczy, ze ktos nie zapomni :-)
Bylem swego czasu na jakims seminarium elektronicznym i tam prelegent mowi - skurczyl sie czas zarabiania na produkcie. Od pomyslu do konca zarabiania sa 2 lata, czasem 3, czasem 18 miesiecy. Bo potem konkurencja zrobi taniej, lepiej. No to kupcie nasz program, bo on skraca projektowanie, a co bedzie, jak bedziecie 12 miesiecy projektowac produkt - to ile wam zostanie na zarobek ?
Ale to masz chyba jeszcze dumbfony na mysli, czasem juz "dotykowe".
No ale ciagle robia i tansze modele, wiec maja pokrycie calego rynku.
Tylko ze ... elektronika taniala. Elementy tez. Wiec jak potaniala, to wyciagasz z szafy model opracowany "na wszelki wypadek" i sie okazuje, ze mozna go za znosne pieniadze sprzedac.
IMO to jednak dobra ocena. Tylko potem trzeba popatrzec czemu ich nie ma - bo przyczyny moga byc rozne. Ale jak bedziesz cale zycie analizowal czemu innym sie nie powiodlo, to na wlasny sukces czasu zabraknie :-)
Tym niemniej wyznaje zasade, ze trzeba sie wstrzelic w dobry moment z produktem/pomyslem.
Ale firma jest. W pore przeszla na inne produkty. P.S. Nie ma ? Jeszcze jest
formatting link
Ale ja nie o tym, tylko ze robic kieszonkowe urzadzenie, z twardym dyskiem, ktory wiadomo - duzy, ciezki, pradozerny, nie lubi wstrzasow ... a mamy dostepne pamieci polprzewodnikowe, o pojemnosci rosnacej co pol roku i lada moment bedzie mozna sensowna pojemnosc miec ... nie bedzie "1000 song" ale "5 plyt" tez brzmi niezle.
A moze po prostu trzeba miec grono wyznawcow w bogatszych sferach ? Bo zobacz
formatting link
Piszesz, ze nie wolno ukrywac technologii, a tu klienci wola poczekac 2 lata i kupic od Apple, i kto wie, czy nie drozej :-)
A moze sukces lezy w iTunes ?
Tak niespecjalnie mi sie chce wierzyc, ze ktos ma bubla i nie reklamuje ... az takich fanow to Samsung nie ma :-)
Taaa, ja to znam innego seminarium dla elektronikow. "mozliwosci technologiczne mamy takie, ze mozemy dzis umiescic w ukladzie scalonym miliard tranzystorow. I ... nie wiemy co z nich zrobic. Musicie nam powiedziec czego chcecie".
Mozna robic tak jak piszesz, ale czy zapytany wymieni cos, czego jeszcze nie widzial ? Moze i wymieni co by chcial, ale nie po to zatrudniasz "kreatywnych", zeby po ulicach biegac :-) Chyba, ze pensje biora, a potem biegaja i pytaja po ulicach :-)
Ale taki CD ponoc byl inaczej wymyslony, samoprzylepne karteczki inaczej, plaski telewizor chyba inaczej, telefon komorkowy ... tez chyba nie calkiem tak.
Ja pamietam np jak czekalem na aparaty cyfrowe. Kamery elektroniczne juz byly, komputery juz byly, trzeba bylo tylko poczekac na minaturyzacje. Ale to pewnie nie ja jeden wpadlem ze aparat fotograficzny bez chemii dobra rzecz.
Potem np czekalem na MP3 do samochodu. Ale producenci dlugo woleli zmieniarki CD sprzedawac. A teraz, jak juz nie ma klopotu, to stwierdzam, ze wole jednak radia sluchac :-)
J.
Reply to
J.F.
W dniu 2017-04-14 o 17:13, Sebastian Biały pisze:
Chodzi o Dysona, który dostał pieniądze od banków w pierwszym etapie budowy fabryki i w drugim etapie, ale na trzeci etap już mu nie chcieli dać pożyczki i zażądali zwrotu już wypłaconych pieniędzy. Jednocześnie zaproponowano mu wtedy by odsprzedał patent i to co zdążył wybudować, za marne pieniądze. Facet gryzł trawę, ale znalazł pieniądze i skończył budowę. Niestety wolny rynek to nie jest towarzystwo życzliwych i honorowych gentlemanów.
WM
Reply to
WM
W dniu sobota, 15 kwietnia 2017 03:15:50 UTC+9 użytkownik WM napisał:
Co tam wolny rynek! Przypomnij sobie niejakiego Szlantę. Tego to załatwiło jego własne państwo. Kluska przy nim to drobny epizodzik.
Reply to
Konrad Anikiel
W dniu sobota, 15 kwietnia 2017 02:59:04 UTC+9 użytkownik J.F. napisał:
Chyba racja, nowy samochód to to nie mógł nigdy być. Ja nigdy nie znałem się na samochodach, a moim życiowym osiągnięciem jest osiągnięcie takiego stanu w którym mogę wygodnie i bez wyrzeczeń żyć nie posiadając samochodu.
E tam, jakieś śmieci. W Chinach obecnie najbardziej skuteczną narracją marketingu producentów smartfonów jest sztuczna inteligencja. Tam ludzie porozumiewają się z telefonem głosem. Jak nie masz serwisu który z użytkownikiem gada po ludzku, to wylatujesz z rynku. Samsung trochę to przespał, więc musi oferować te same modele telefonów z większą ilością RAMu.
1500.
Nie, to już była cena z dwuletnim cyrografem, kiedy było wiadomo że za dwa lata Nokii może już nie być. Oryginalna cena nowego telefonu to 1000 GBP.
Miałeś onlinowe Google Maps, było kilka darmowych map offlinowych, sam miałem świetną appkę, zdaje się Maverick, z topograficznymi bitmapowymi mapami, albo openstreetmapami, było bardzo dużo opcji za niewielką kasę (programy na Androida były o niebo tańsze niż na WinCE).
Android 1.0 był gorszy od Windows Mobile 2003 pod względem ilości dostępnego oprogramowania. Porównuję tu system na pierwszym modelu telefonu ever z systemem rozwijanym od wielu lat. Od Symbiana zawsze mnie odrzucało, nie potrafię tego porównać z niczym.
Pod tym względem jesteś wyjątkiem a nie regułą, więc owszem, to była zaleta. Dzisiaj już nie, wszystko z Googla działa na iOSie, czasem nawet wcześniej niż na Androidzie.
Niektóre jakoś wiedzą lepiej od innych. Japońskie a potem koreańskie samochody wbiły się na trudny dla nich rynek dzięki konsekwentnemu rozwojowi kolejnych modeli. Wtedy kiedy Europejczycy żyli ściemą i czajeniem się czy już muszą coś zrobić czy wciąż jeszcze nie.
To prawda. Te liczby bywają inne w zależności od produktu, ale generalna zasada słuszna. Dlatego kapitał pomału odpływa od przemysłu, a idzie na przykład do szkolnictwa. Bardziej przewidywalny zysk.
Tak, ale one potrafiły mieć mnóstwo przydatnych aplikacji. Organizer w A300 był genialny, o niebo lepszy od konkurencyjnej motoroli V60.
Owszem, ale konsekwentnie idą w górę skali.
Trzeba wiedzieć jak ten dobry moment zauważyć. Albo zły. Trzeba potrafić oceniać różne ryzyka. Cała dziedzina nauki teraz od tego jest.
No patrz pan, myślałem że to już historia.
Nie wiem czy pamiętasz, może 10, może 15 lat temu tutaj była dyskusja o pamięciach masowych. Ja pisałem że wkrótce twarde dyski zostane wyparte przez pamięci półprzewodnikowe. Niejaki Andrzej Lewandowski twierdził że nigdy do tego nie dojdzie, bo... on kupił tydzień temu HDD i był tak tani, że w życiu niczego nie da się zrobić taniej. Ja jestem inżynierem mechanikiem, więc mam pojęcie ile tam jest elementów których taniej już nie da się wytworzyć. A możliwości optymalizacji półprzewodników są tysiące. Dla mnie to było oczywiste że SSD zapanują. I co? Ostatni HDD wyrzuciłem chyba pięć lat temu. Przewidzenie przyszłości czasem nie jest trudne, trzeba mieć tylko odrobinę wiedzy.
Stworzenie kultu wokół produktu to też jest jakiś tam pomysł. Ale ja raczej go nie zastosuję na swoim podwórku :-)
No to nie wierz.
No właśnie o tym piszę. Jak taki korpoludek pyta klientów czego oni chcą, a potem robi coś innego, to piłuje gałąź na której siedzi. Takie rzeczy może robić jakiś Elon Musk, bo go nikt z roboty nie wywali.
O elementach CCD pierwszy raz przeczytałem w Scientific American, gdzieś tak w 1990, w kontekście jakichś kosmicznych opowieści. A pierwszy aparat Kodaka z przetwornikiem CCD miałem w garści może z dwa lata później i to nie w żadnym obserwatorium, po prostu ktoś tam w rodzinie miał. Poszło szybko.
Ja słucham polskiero radia jadąc rowerem przez Daejeon. LTE, intrernet, bluetooth, jeszcze trochę technologii tam po drodze jest. Kaczkowski kiedyś (gdzieś tak z 25 lat temu) po którychś targach Midem powiedział że już niedługo radio nie będzie przez radio. No i miał rację, w Norwegii już zaczynają wyłączać nadajniki FM.
Reply to
Konrad Anikiel
Prawdę mówiąc, to ja do niedawna nie byłem świadomy o tej pierwszej.
Te patenty to z reguły jedyna ich wartość.
Można. Wtedy się idzie do następnego korpo i tak do skutku. To nie wstyd.
Oni nie rozmawiają z żadnymi tępymi pustakami, tylko z wyspecjalizowanym działem, różnie się to nazywa, najczęściej 'acquired growth', 'acquisitions' czy coś podobnego.
Tak też się zdarza, ale rzadko. Zresztą wszystko jest negocjowalne. Chcesz kasę- masz kasę. Chcesz wiedzieć co my potem zrobimy z twoją cudną firmą- szczerze nie wiemy. Zobaczymy. Chcesz gwarancji- sorry, tu nie bank.
Albo Ty naoglądałeś się starych filmów, albo ja skutecznie omijam te drętwe. Wiem o czym piszesz, ja na przemian pracuję w małych firmach (startupy się zdarzały) i w korporacjach. Znam różnice. Nie demonizuję, nie histeryzuję. Wszędzie są zady i walety.
Taka specyfika, akurat znaleźli się w takim miejscu i czasie, gdzie taka strategia była korzystna dla firmy. Ale to nie oni wymyślili.
To już szybciej kombinacyjność, hyper-networking, działanie wielopłaszczyznowe. Wstyd to nie jest istotna wartość w korporacjach.
Reply to
Konrad Anikiel
Pan Konrad Anikiel napisał:
Tak samo mam teraz z telefonami. Nijak nie potrafię znaleźć pretekstu do używania smartfona. A pomyśleć, że kiedyś używałem Communicatorów Nokii. Czasy się zmieniają, niegdysiejsze powody zanikły.
Państwo Środka nigdy nie przestanie zadzwiać. Bo tam poruzumiewanie się po ludzku niejednokrotnie oznacza pisanie słów na karteczkach. Bo głosem nie zawsze jeden drugiego zrozumie.
Przebijam. Podobną dyskusję odbyłem w roku 1982. jakoś to w zimie było, śnieg leżał, chyba grudzień. Ale niemrawa ta dyskusja była, wszyscy byli zgodni, że twrde dyski przyszłości nie mają, ta należy do krzemu czy innych kryształków. Jakiś rok wcześniej IBM sprzedał pierwszego peceta z dyskiem 10 i 20 MB.
Jarek
PS Jakoś tak pod koniec ubiegłoego wieku przysłali mi inżyniera od Nowych Technologii. Z Motoroli. A wcześniej z MIT. Spodziewałem się młokosa, a z lotniska odebrałem hippisa w hippisowskim wieku, albo lepiej. Był w ekipie, która robiła pierwszy twardy dysk, taki wiekości pralki automatycznej. Fajnie się z nim gadało (choć sporo miał zajadłości w sobie).
Reply to
invalid unparseable
W dniu sobota, 15 kwietnia 2017 11:48:59 UTC+9 użytkownik Jarosław Sokołowski napisał:
Może też dojrzeję do tego stanu, ale na razie bez smartona jak bez ręki. Już na pewno nie w obcym mieście, w obcym kraju. Wręcz zamówiłem sobie jeszcze większą zabawkę, bo teraz te telefony nie mają klawiatury tiny.pl/g5nv4
Mieszkam w kraju gdzie prawie nikt nie mówi w żadnym języku który ja znam, a ja nie znam żadnego języka który znają tubylcy. Znaczy jestem zdany sam na siebie, no i na Google translate. Czasem jeszcze pomaga Naver translate. Ja mówię tu po angielsku, pan słyszy tu po koreańsku. Jak maszyna nie może zrozumieć bo pan po koreańsku powie niewyraźnie, to ja jeszcze od biedy dam radę wpisać Hangul palcem. Chińskich hieroglifów bym nie dał rady. Tam już tylko można gadać. Pisać po chińsku nie każdy Chińczyk potrafi, co dopiero taki Polak.
To były czasy! Każdy był Lemem!
Reply to
Konrad Anikiel
Ponieważ wymaga to zastanowienia się. Mało kto jest świadomy czytając 2 zdania opisu w gazecie porannej.
Nie w tą stronę. Startup ma 1-2 patenty które w dodatku łatwo mu ukraść i bywa że sa gówno warte. Za to narusza dziesiątki, za którymi stoja trole.
Nie, nie nie wstyd. To koszty. Koszty które ponosisz dlatego że korpo w ogolności składa się z imbecyli w ściezkach decyzyjnych. Innymi słowy to nie tak że korpo ssaja startyupy jedne po drugim. Czasem tak czasem nie.
Nie. To sa tępe pustaki. Jesli przyjdzie startup związany z ciezkimi zagadnieniami z bilologii i będzie ta prezentację przedstawial typowemu zespołowi z korpo to *NIE* znajdzie tam biologa tylko ogólnie pojety managment składający się z psychopatów którzy ostatnio biologię mieli 30 lat temu.
I teraz albo prezentacja zostanie dostopsowana do poziomu pustaków albo zostaną odrzuceni. Takich przypadków, w biologii wlasnie, było setki w stanach. Którys z tych startupowców napisał książke o przypadkach jakie mieli z kilkoma korpo.
Nie jest negocjowane bo nikt inny nie chce kupić. Wygaszanie konkurencji i marek jest powszechnie stosowane w wielkich korpo.
Innymi słowy mamy patologie w tym systemie która prowadzi do wygaszania pomysłow wartościowych w imie świętego spokoju w korpo.
Słuchalem uwaznie wypowiedzi, tego kolesia od cyklonowych odkurzaczy szczególnie. Jego wkurwienie zostało przekute na firmę wspierającą innowację jak juz osiągnął sukces. Wlasnie z powodu kontaktów z korpo i ich tępymi pustakami od decyzji.
No i co z tego że starasz sie balansować skoro świat jest pełen przypadków skrajnych? Uśrenianie patologii to nie jest dobry kierunek rozmowy o czymkolwiek.
Strategia świętego spokoju jest charakterystyczna dla każdego korpo. MS przerobil to na filozofię istnienia, inne korpo traktują to jako święty gral. Im nie trzeba kilku napalonych dzieciaków którzy chcą zmieniać świat. Im trzeba nowy katalog jachtów i comiesięcznego przelewu.
Czyli korpo-bullshit. Żadne z tych cech nie jest niezbedna żeby stworzyc wynalazek.
Wręcz przeciwnie. W polityce jak i w korpo jest cechą najważniejszą która pozwala na awans.
Reply to
Sebastian Biały
W dniu 2017-04-15 o 09:08, Konrad Anikiel pisze:
Tłumacz żywy potrafi tłumaczyć tendencyjnie, łagodząc lub zaostrzając wypowiedzi i przez to stając się stroną w rozmowie. Obawiam się, że w przyszłości sztuczny tłumacz może działać podobnie, działając na rzecz interesów kraju swojego twórcy.
Polacy muszą sami stworzyć własnego tłumacza, bo zagraniczny może przykładowo używać określenia polskie obozy, zamiast niemieckie.
Teraz każdy jest lemingiem ;)
WM
Reply to
WM
W dniu 2017-04-11 o 10:16, J.F. pisze:
Okazuje się, że są też inne metody filtrowania wody z powietrza. Ta potrafi wydzielić wodę na pustyni przy zaledwie 20% wilgotności.
formatting link

WM
Reply to
WM
Pan Konrad Anikiel napisał:
Ciekawe ile razy mozna wynajdowac to samo. Na początku lat '90 miałem komputer Olivetti Quaderno. Wprawdzie miał procesor jak w IBM/AT, niepodświetlany wyświetlacz LCD, DOS na pokładzie -- ale ważył mniej niż kilogram i pracował osiem godzin na jednym ładowaniu. Więc do czegoś się nadawał jako komputer przenośny. Ówczesne laptopy nie nadawały się do niczego. Potem miałem jakąś Toshibę podobnej wielkości. Słabsze toto było od mainstreamowych notebooków, dużo droższe, ale mieściło się w kieszeni, więc znowu dawało pożytek. Sprzęt ten zniknłął z rynku. Potem pojawiły się notebooki -- te same właściwości, tyle że cena dużo niższa. Świetna sprawa. Wydawało się, że tak zostanie. Ale nie, komputer co ma klawiaturę -- po co to komu? Przyszły tabletey. Może i fajne, ale zakres zastosowań mocno ograniczony. Coś jak zmartfony. No i teraz znowu...
Chińczycy czasem też:
formatting link
Każdy był sobą. A przynajmniej się starał.
Reply to
invalid unparseable
No to nie rozumiem. Z smartfonem nie, z laptopem nie - to z czym? Chyba nie siedzisz bezczynnie...
Reply to
Marek
W dniu sobota, 15 kwietnia 2017 15:25:20 UTC+2 użytkownik Jarosław Sokołowski napisał:
V20, to nie był AT, tylko XT, tyle że szybki. Był też lepszy model, Quaderno 33. Mam jeszcze dwie sztuki. 386, podświetlany ekran EGA 16 odcieni, trackball, piękny włoski design. Rozmiar zeszytu, znaczy mały ale nie kieszonkowy. Kieszonkowe to wtedy (trochę wcześniej) było Atari Portfolio. Na tym to działał Derive, Mathcad, to był bardzo przydatny komputer.
Ówczesne laptopy nie nadawały się
To co ja zamówiłem da radę z dowolnym systemem CAD, FEA, Ansys spokojnie 1.5 miliona tetry na tym pociągnie. Idealne do samolotu w jakimś tam LOT-cie z ciasnymi fotelami w dreamlinerze gdzie zasilanie jest tylko z USB.
Reply to
Konrad Anikiel
No tak, ale ja od 20 lat robię trochę więcej niż czytam 2 zdania opisu w gazecie porannej. Albo pracuję dla startupów, albo ze startupami. Z crowdundingów zdarzyło mi się kilka razy coś kupić, też nie narzekałem. Albo mam szczęście niepojęte, albo piszesz o zjawisku marginalnym.
Jak są gówno warte to ja bym nie lamentował nad psim losem takiego startupu. Jeśli narusza inne, to też trudno, niech spadają. Dlaczego korpo miałoby kupować sobie kłopoty.
Tak jakby założycielom startupu coś się od życia należało. Nie, nic się nie należy. Zarobią tyle ile zdołają wynegocjować, o ile w ogóle znajdą chętnego. To jest jasne dla obu stron.
Wiem o tym i prawdę mówiąc mnie to uspokaja. Bo to znaczy że wciąż żyjemy w czasach kiedy można założyć firmę garażową i stworzyć produkt lepszy niż korporacje. Tak dużo lepszy że korporacje nie są w stanie nawet tego zrozumieć. Wciąż jest jeszcze przestrzeń do niezależnego rozwoju. Władze korporacji o tym wiedzą, bo jednak nie są debilami, pustakami itd, ale nie są aż w takiej desperacji żeby docisnąć śrubę i poprawić swoją skuteczność do poziomu takiego że startupu już nikt nie da rady skutecznie założyć. Kiedy do tego dojdzie, to już nie pozostanie nic innego jak rewolucja.
Zmówili się, tak?
Wygasić mogą tylko kupując patent od wynalazcy i chowając go do szafy. To nie jest zresztą żadne wygaszenie.
Owszem, Dyson nie wiedział jak rozmawiać z korporacjami. Nie rozumiał ich języka, nie wiedział jak działają, w jaki sposób podejmują decyzje itd.
Nie, pomiędzy jakimiś tam marginalnymi skrajnościami mieści się cały normalny świat, z jego rozwojem, mechanizmami regulacji i ciągłego poprawiania tego co jest do poprawienia.
Świat potrzebował takiego Microsoftu, więc taki Microsoft powstał.
Dokładnie. Natomiast wstyd jest kompletnie neutralny: czy go masz, czy go nie masz, to jakim będziesz wynalazcą zależy od zupełnie innych wartości.
Wytłumacz jaka jest zależność między awansowaniem w strukturze korporacji, a posiadaniem wstydu.
Reply to
Konrad Anikiel
Pan Marek napisał:
Gdy pytano bacę, co robi kiedy ma wolny czas, to odpowiedział, że tak sobie siedzi i duma. -- A co baco robicie, kiedy nie macie czasu? -- To sobie ino siedzę.
Widzę wkoło, że ludzie są wciąż zajęci, na nic nie mają czasu. Tylko siedzą i co najwyżej smyrają palcem po smartfonie. Ja staram się wykorzystać jak najlepiej każdą wolną chwilę, jak ten baca.
Jarek
Reply to
invalid unparseable
Pan Konrad Anikiel napisał:
Nie jest moim ideałem rzeźbienie CAD-em podczas długiej podróży samolotem, ale cieszę się, że czyjeś potrzeby zostały zaspokojone. Mnie by bardziej ucieszyło coś, co *bez zasilania* da radę przez taki długi czas. Może niekoniecznie aż tak długi jak Kindle (który jest idealny nawet na podróż żaglowcem przez ocean).
Reply to
invalid unparseable

Site Timeline

PolyTech Forum website is not affiliated with any of the manufacturers or service providers discussed here. All logos and trade names are the property of their respective owners.