demontaż i rozbiórka obiektów budow

Jun 24, 2006 Last reply: 20 years ago 19 Replies

Dzień dobry.



Od października tego roku rozpocząłem studia na Politechnice Wrocławskiej na Wydziale Budownictwa Lądowego i Wodnego. Po ukończeniu mojej uczelni chciałbym zajmować się demontażem i rozbiórką obiektów budowlanych metodą strzałową. Chciałbym zatem dowiedzieć się od Państwa jaka czeka mnie droga abym mógł osiągnąć mój cel, gdyż w gronie moich znajomych nie ma osoby, która zajmuję się tą specjalnością, a Politechnika Wrocławska nie kształci absolwentów konkretnie w tym kierunku. Jeśli więc mogliby Państwo poświęcić mi kilka chwil odpisując mi na mój "list" przedstawiając w nim krótko swoją drogę do osiągnięcia Państwa specjalności byłbym bardzo wdzięczny.



Pozdrawiam



Daras


Z tego co wiem rozbiórką budynków metodami wybuchowymi zajmują się saperzy z wrocławskiego "zmechu" (Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych). I robią to dobrze - pamiętacie kamienicę w Gdańsku poważnie naruszoną przez wybuch gazu? Budynek nadawał się wyłącznie do wyburzenia, wysadzali go "zmechole" i zrobili to czyściutko, równiutko się "złożył". Popytaj w tych okolicach.

Michał Grodecki napisał(a):

Tak gwoli ścisłości: to nie była kamienica tylko wieżowiec - pamiętam relację z wyburzania w TV, nawet było widać, jak na samym końcu runął szyb windy.

Daras napisał(a):

IMO zrobiles dobry poczatek - zaczales uczyc sie budowania :) Teraz tylko ucz sie pilnie przez cale ranki statyki, mechaniki, kinematyki, dynamiki, materialoznawstwa i wszystkich innych przedmiotow niezbednych do dobrego zaprojektowania i wybudowania dowolnej budowli - od mostu, poprzez psia bude, manhattanski wiezowiec, az po chlodnie kominowa i komin najwiekszej elektrowni w Europie ;) A potem tylko podyplomowka na AGH(?) i jakies specjalistyczne kursy obslugi materialow wybuchowych i juz - mozesz zaczac wieloletni termin u kogos, kto sie tym zajmuje ;))

zbigi napisał(a):

Wiem że to mnie czeka, po samej uczelni nic nie ma (oprócz papierka) i wiedzy...

Daras napisał(a):

Zapomniałem się spytać, zbigi siedzisz w tej "branży". Jak tak to może opowiedz coś o tym, Discovery czy National Geographic mało o tym mówią, i za bardzo upiększają.

Tam założenie było takie, żeby ten blok nie runął w dół, bo trzy pierwsze piętra były zmiażdżone, była szansa odratowania kogoś tam. Naładowali pół tony plastiku, żeby zdmuchnąć co się da na bok. Zrobiono to nieudolnie, bo beton spadł jak szmata, pionowo w dół. Dla niektórych to wyglądało na czyściutkie równiutkie złożenie. To było zaraz przy jednostce wojskowej. Długo tam jeszcze jaja sobie robili z tej spektakularnej wtopy.

Konrad

No to ja z kolei słyszałem odwrotną wersję - miało się złożyć pionowo, żeby na sąsiednie budynki nic nie spadło - i to się właśnie udało. A obecność żywych w uszkodzonej części budynku z tego co wiem wykluczono wcześniej.

Tam nie było w pobliżu żadnych budynków. To był blok nie z płyty, tylko z bloczków i stropów żerańskich (dokładnie w takim mieszkam). Jak można obawiać się że taka konstrukcja pójdzie w bok? Toż to sypnęło się jak piach z wywrotki. Nie można było wykluczyć że ktoś na dole ocalał, bo blok odchylił się 1 metr w ciągu paru godzin. Absolutnie nikt tam nie wchodził. Słyszałem o doktorancie, który był na brótko przed egzaminem. A w tym bloku został laptop z pracą. Przynajmniej przeżył...

Konrad

To znaczy w jakiej odległości stał najbliższy? I jak się ma ta odległość do wysokości budynku w którym wybuchł gaz?

Chyba przeczysz sam sobie. Skoro odchylał się od pionu coraz bardziej to tym bardziej mógł się położyć na bok.

Jakoś mało wierzę w doktoranta który ma pracę tylko w jednym miejscu (bez kopii na innym komputerze / gdzieś w sieci / na pendrivie czy gdziekolwiek indziej) - ale to tak zupełnie na boku zagadnienia.

Oj nie wiem, ja tam nie bywam w tej okolicy. Napewno gdzieś w sieci można znaleźć coś o tamtej katastrofie. Blok miał się walnąć na ulicę, ale się nie walnął. Ja zresztą się w jakiś szczególny sposób nie interesowałem tą sprawą, możliwe że coś pokręciłem. Trochę czasu zresztą minęło.

Ja nie jestem budowlaniec, ale z dziećmi klockami się bawię :-) Jak się z klocków zbuduje wieżę, to trzeba ją troszeczkę w bok popchnąć, zanim runie.

No toż nie piszę, że taki był, tylko że *słyszałem*, że taki był :-)

Konrad

Jasne. Ale jak jeden z niżej położonych klocków będzie uszkodzony i co najgorsze uszkodzenie będzie niesymetryczne i pogłębiające się w czasie to wieża może runąć na bok.

KA [### snipped-for-privacy@b.c.###] napisał:

Absolutna bzdura. gdyby istniała jakakolwiek realna szansa, że na dolnych kondygnacjach jest ktokolwiek żywy nikt nie zgodził by sie na strzelanie łądunków w takim budynku.

Ani tego plastikiem sie nie robi (przede wszystkim za drogi), ani nie połową tony.

Oni może sobie jaja robili, ale z prawdą, to nie ma nic wspólnego.

Trochę o tej katastrofie możecie poczytać tutaj:

formatting link

Oj Michale - pendrive jeszcze wtedy nie bylo, siec nie dla wszystkich, nagrywarka CD droga, a dyskietki mogl miec w domu :-)

A poza tym ludzi dzielimy na tych ktorzy robia backupy, i ktorzy beda je robic :-)

J.

No przecież widać że pokręciłem, ale tego akurat nie.

Jakieś 460 kilogramów mi się zapamiętało.

Mojemu szwagrowi zdmuchnęło kalendarz ze ściany naprzeciw okna. Linia ewakuacji przechodziła po jego parapecie, więc chciał-nie chciał, siedział w robocie. Zobaczył kulę ognia nad ulicą. Wywaliło ładunki na zewnątrz!

Konrad

KA [### snipped-for-privacy@b.c.###] napisał:

Nie wiem ile tam użyto ładunków. Ale pojedynczy ładunek to z tego co się orientuję ma zazwyczaj 0,10-0,15 kg. 460 kg daje 3000-4000 ładunków. Nie upieram się, że aż tyle ich tam nie było, ale wydaje mi się to dość dużo na w sumie niewielki wieżowiec.

Podmuch, zwalający kalendarz, to by z całą pewnością spowodowało nawet samoistne zawalenie się tych ruin. Nie chcę się kreować tu na jakiegoś wybitnego specjalistę od minerki, no ale można sobie przypomnieć choćby zdjęcia z zawalenia się wież w NY. Tam przy "rozbiórce" nikt niczego nie wysadzał, a widać było wyraźnie olbrzymi podmuch. Wieżowiec sam z siebie z cała pewnością też by tak zrobił. Choćby kwestia powietrza, które nagle zostaje wypompowane z pomiędzy kondygnacji przez okna.

Z tego co pamiętam, to w Gdańsku ładunki zakładano tylko na 2 dolnych kondygnacjach (to było chyba 2-3 piętro, bo dwie pierwsze formalnie rzecz biorąc przestały istnieć przy wybuchu. Reszta zawalała się pod własnym ciężarem.

W Nowym Jorku od runięcia wież nie było akustycznej fali uderzeniowej. To, co widziałeś w TV to była chmura pyłu, rozchodząca się z małą prędkością. Owszem, dmuchnęło, ale bardzo delikatnie. Parasole na ulicach nie drgnęły. Mój znajomy policjant cudem uszedł z życiem, był w centrum wydarzeń- nie poczuł żadnej fali uderzeniowej (specjalnie go właśnie o to spytałem teraz). Natomiast zdmuchnięcie klendarza ze ściany w głębi pomieszczenia, w którym było otwarte okno w odległości 3000 metrów od wybuchu (albo niedużo mniej- nie pamiętam) to jest zupełnie coś innego. Tam powywalało wszystkie szyby w niezamkniętych oknach w całej okolicy, niezależnie od orientacji okna w stosunku do eksplozji.

Używasz ciągle słow w rodzju "absolutna bzdura", "z całą pewnością"- a potem okazuje się, że nie masz racji. Odrobinę się wyluzuj. Ja też nie zawsze mam rację, ale staram się jej poszukiwać.

Konrad

Daras napisał(a):

Ale to jest przedszkole, bez ktorego IMO nie ma co marzyc o celu. No chyba, ze bedzie cie zadowalac tylko przynoszenie noszenie laptoka i kawy szefowi takiej firmy ;)

Niestety - nie siedze. Tak sie tylko wymadrzam. Bo temat faktycznie bardzo fajny i ciekawy - niestety czlekowio zycia nie starczy, by liznac wszystkich ciekawych fachow... :\

Fajne kanaly. Ale jak wszystko medialne jest sporym zaklamaniem rzeczywistosci/historii.

Join the Discussion

Have something to add? Share your thoughts — no account required.

Didn't find your answer?

Ask the community — no account required