Witam,
Wczoraj, po dwóch miesiącach prób, kraszy, wypłakanych łez, mój model POLECIAŁ SAM. Ufff... trochę mnie to kosztowało ale nic to, opłacało się. Dumny jestem jak paw na łące. Dla potomności chciałbym jednak spisać kilka uwag, które być może ułatwią życie innym "newbes". Jak wielu innych lotników dotkniętych chorobą aviacji RC musiałem pogodzić pasję z rzeczywistością. Mało kasy a latać trzeba. Zakup aparatury+ładowarki wykończył mnie finansowo. Na samolot (wymarzony TwinStar) zabrakło kasy. Poszedłem drogą często sugerowaną na grupie: Depronowa Delta (MK, MJ, EX.... jest tego trochę). Castorama, paczka depronu
3mm, nóż kuchenny, tubka kleju, taśma klejąca i noce w garażu. Osprzęt RC wygrzebałem na Allegro, trochę to trwało. Niestety, populacja kretów na okolicznych łąkach zdecydowanie zmalała. Tylko konstrukcja pchająca uchroniła mnie przed zniszczeniem napędu, jeden zestaw lata do dziś. Nie polecam tej drogi innym, Delta jest dla profis. Klasyczny debil, jak ja, ma nikłe szanse. Byłem uparty i trzecia Delta juz jakoś szła ale nie mogłem opanować naturalnej skłonności modelu do latania na plecach :) Pogrzebałem w necie i znalazłem plany depronowego pchacza
6*1050mANiCD. Ładowanie w granicach 15-20 minut (mam tylko jeden). Rachunek jest prosty, jednego dnia potrafiłem latać najwyżej kilka minut. Właściwie dopiero wczoraj (brak wiatru) udało mi się "wytrymować" model tak, że lata sam. I tu wyszedł fakt, którego wcześniej nie podejrzewałem:
*większość prądu zjadają SERWA a nie silnik*. Wcześniej tłumaczono mi, że wytrymowanie jest najważniejsze! Hm.. no tak, tylko *newbe* nie wie, nie rozumie, co się do niego mówi. No i wykonanie właściwego trymu jest baaaardzo trudne. W 1 minutowym locie, podczas walki o życie w powietrzu, ciężko jest analizować błędy konstrukcyjne, wszystko się dzieje za szybko. Aby utrzymać samolot w powietrzu trzeba ciągle machać drążkami. Błędne koło... grrrr... Ale udało się, latam już >6 minut (dla mnie to sukces :) oszczędzając energię nieruchomymi drążkami. Chyba jednak będę musiał zrobić nowy egzemplarz mojego latadła. Już tylko w kilku miejscach spod warstwy taśmy pakowej wystaje depron :) Ilość połatanych dziur i złamań jest niewyobrażalna. Nazwę go chyba *paczkolot* :)
Chciałbym tu jeszcze podziękować wszystkim modelarzom, którzy wspomogli mnie w tym boju o skrzydła. Zarówno netowymi publikacjami, dobrą radą jak i rozsądnymi obniżkami cen na używane części.
Pozdrowienia,
Adam