Użytkownik snipped-for-privacy@gmail.com napisał w wiadomości news: snipped-for-privacy@v23g2000prn.googlegroups.com...
snipped-for-privacy@neostrada.pl napisał(a): ..........................
Jak miło czytać takie teksty. Gratuluję uruchomienia.
Dzięki. Jak się kiedyś "odrobiło" mechaniczny, to z każdym się dogadasz. Tak przy okazji z praktyk PŁ: Grupa sudentów "pierwszoroczniaków" ale za dawnych czasów, odrabia "praktyki robotnicze". Mają zakopać kabel. Machają łopatami. Przechodzi babcia z wnuczkiem. Widząc "kwiat młodzierzy" (aby nie było że sobie jaja robię, na mój rocznik przyjmowali co czwartego), babcia rzecze do dziecka: "jak nie będziesz się uczył to będziesz kopał rów jak ci panowie!" Nie muszę mówić, że nawet majster nie był w stanie do końca dnia złapać lopaty/szpadla. Zrobiliśmy wtedy pierwszy raz wódeczkę w czasie pracy. Ani majster ani kierownik nie mieli z tym problemów. Wiem że to urosło doo "urban legend". Ale było.
Kiedyś postawiono mi problem prewencyjnej naprawy stareńkiej ale jak jeszcze jarej sprężaki t łokowej, wielgachnej. Troche sie tłukła, ale troche. Nawet troszeczkę. Dorobimy panwie w łożyskowaniach i będzie na lata. Odmówiłem ! Szukałem dokumentacji. Maszyna cudza a fabryka zbombardowana w 44-tym. ( Nasi tam byli z wyprawą bombową kilka razy). Nie mają. Spaliło się co najważniejsze, archiwum. Wiedząc jak zachowują się łożyska, jak wiele doświadczenia włożyli konstruktorzy w zrobienie takiej maszynki a nie wiedząc jakie materiały ( tak, tak, to ważne) i jakie luzy na początku zapodali i jaką gęstość oleju, lepkość itp, zaleciłem trochę gęściejszy olej niż stosowany i _nie rozbierać maszyny_, bo nie złoży się do położeń jakie są teraz. Ustalone przez lata klapania. Pracowała jeszcze kilkanaście lat, do śmierci firmy.
Miszczu. Sorki. Mówisz nie do mechanika, ale o dziwo - automatyka. Szacunek dla starej zasady inzyniera - nie swędzi nie drapać. Takie numery jak u Ciebie przeżywałem zawsze gdy robiliśmy automatykę w starej "fabryce". Identyfikacja obiektu: pytanie inzyniera:" To jak dawkujecie?" - Odpowiedź: zawór na szmatkę (była taka specjlnie podwiązana) i trzy ruch łopatą. A my prosto po szkole robiliśmy 8-(
Różnie bywa w życiu inżyniera. Ale jak przejdzie dobrą szkołę to nie zadziera nosa, poradzi się tych co robią, wie co można czym i jak zrobić . Nie boi się maszyny.
Majstrowie/majstrzy - wiedzą więcej o procesie produkcji niż ich przełożeni. Wrzucam tu kamyk do własnego ogródka.
Konstruktor to takie stworzenie co musi umieć porachować, narysować i do tego wymyśleć takie, które da sie w konkretnych warunkach wykonać.
Powiedziałbym inżynier. "Na sucho" to i dobry technik potrafi.
Nie życzę nikomu przeżywaś chwil kiedy potrzeba podjąć w kilku sekundach decyzję widząc uginającą sie konstrukcję, spieprzamy czy "jechać dalej" bo jeszce jest jakiś zapasik bezpieczeństwa i ustrojstwo wytrzyma. Jak "staniemy" to ruszając zniszczymy konstrukcję. A poprawić pod obciążeniem nie można. Zagrzejesz przy spawaniu i bach,bach.
Nie byłeś na uruchomieniu elektrociepłowni. żałuj. 3 miesiące mi się to śniło. Po każdym śnie musiałem lecieć do łazienki. Leciutki wirniczek wpada w drgania i pytanie: lepiej go wyłączyć, skończyć synchronizację? Na szczęście byłem tylko obserwatorem. Ale Inżynierowie musueli mieć jaja ze stali. (wielka litera zamierzona)
Wtedy laptop nie pomoże. Wiedza i wyobraźnia, wyćwiczona, pozwala na podjęcie decyzji.
Większość inżynierii to wyobrażnia i wyczucie. Plus doświadczenie. Niedawno pytałem jak zabezpieczyć hydrofor i inne odbiorniki przed zanikiem fazy (lub innym tp. uszkodzeniem). Rozwiązanie było na tyle proste, że powinienem sam na nie wpaść. Niestety kwestia skali. Dla przemysłu problem nie istnieje, dla domku jednorodzinnego.....
Na marginesie. "Mechanicy" mnie na tyle "przećwiczyli" że, choć policzyc nie umiem "instynktownie" wiem że konstrukcja jest bliska "załamaniu". Gdy byłem studentem, kląłem w żywy kamień. Teraz, wiem że mnie czegoś nauczyli. Powtarzam, ja automatyk, mechanicy nauczyli mnie patrzeć na konstrukcję. Nauczyli mnie rysować. Dajcie mi kawałek prostej listwy i ołówek, a z każdym tokarzem/frezarzem czymkolwiek innym się dogadam.
Z inżynierskim pozdrowieniem (uruchomiłem - teraz spijam "śmietankę") Przemek z lasu