Konrad Anikiel pisze:
>
> >> Naprawdę uważasz że w Polsce większość ludzi grzeje prądem czy tak
> >> tylko dla paddierżania ... ?
>
> > Nie znam liczb, ale sądzę że w Polsce udział gazu w ogrzewaniu
> > przeskoczył węgiel już dawno.
>
> Nie za bardzo. Większość to jednak kotłownie w miastach. Opalane
> węglem, ale i gazem i mazutem i słomą.
>
> > Ruski gaz nie jest taki bogaty w rtęć
> > jak np australijski, ale myślę że to nie jest różnica w rzędach
> > wielkości (natomiast w węglowej elektrowni da się coś tam odfiltrować,
> > a z domowego kotła gazowego nie).
>
> Dlatego filtruje się przed wpuszczeniem do sieci.
>
> > Natomiast staty przesyłowe dla gazu
> > są zasadniczo mniejsze niż dla prądu.
>
> Podobnie ze stratami w sieci ciepłowniczej.
Ja mieszkałem w Gdyni, gdzie EC jest na gaz, a gorącą wodę rozsyła w większości naziemnymi rurociągami (nie znam parametrów) po dość rozległym obrzarze. Ale to i tak jest ciepło kogeneracyjne, więc można powiedzieć że za darmo (jakby było w polu, to by szło w chłodnię). Jak ludzie pobiorą mniej prądu a więcej ciepła to co się może wydarzyć? Pewnie jakiś zawór przechyli się trochę bardziej w lewo (albo w prawo) i to wszystko :-) Sprawa się odwraca, jak ta żarówka nie jest w bloku podłączonym do sieci ciepłowniczej, tylko na obrzeżu miasta, w domku z kotłem na gaz. Wtedy elektrociepłonia będzie miała mniejsze obciążenie turbiny (przy niezmienionym obciążeniu sieci ciepłowniczej przez bloki), ale domowy kociołek zje więcej gazu, przy sprawności wyższej niż elektrociepłownia (brak strat na przesyle gorącej wody). Nie wiem jaka jest elastyczność proporcji mocy el/t w takiej elektrociepłowni- pewnie wystarczająca. Tak czy siak, efektem jest zmniejszenie zużycia gazu. W związku z czym Polska właśnie zamówiła go z Rosji więcej :-) Konrad