Albo wykładowca kiepski, albo studenci. Czemu wszyscy tak chętnie zrzucaja winę na wykładowcę.
Źle zadane pytanie. Co komu po takich doktorach?
Nie rozumiem. Mówisz, że wykłady z elektrotechniki technicznej są niepotrzebne na wydziale elektrycznym?
Albo wykładowca kiepski, albo studenci. Czemu wszyscy tak chętnie zrzucaja winę na wykładowcę.
Źle zadane pytanie. Co komu po takich doktorach?
Nie rozumiem. Mówisz, że wykłady z elektrotechniki technicznej są niepotrzebne na wydziale elektrycznym?
Jak się czyta takie książki, np:
Konrad
No, Kolego, elektrodynamika nie potzrebna elektrykowi?... Zmien studia, poki jeszcze czas...
A.L.
Jaki "szyderczy"?... Ja ze szczerego serca!
Tu bylo zdanie ktore wykreslilem, bo bylo nieuprzejme i zawieralo wyraz na "g".
Technikum proponuje.
A.L.
Oczywiście elektrodynamiki :)
Nie rozumiesz mnie. Ja mam dużo do czynienia z chłopakami, którzy świeżo po studiach przychodzą do firmy pracować jako konstruktor. Jakieś 8-10 lat temu było trochę lepiej, ale teraz to tylko się powiesić! Poziom tych ludzi jest taki, że co prawda potrafią w pamięci policzyć pierwiastek sześcienny z 1729.03, ale żadnego problemu rozwiązać nie umieją. Taki dobór, taki odsiew- dla mnie to są głąby, może dla ciebie to są dobrzy inżynierowie?
Konrad
A co tam jest niewlasciwego?...
A.L.
Poczytalem troche. Doskonale napisany podercznik.
A.L.
Studia nie sa po to zeby uczyc zawodu. Zawodu uczy sie w szkolach zawodowych i technikach. Jezeli w twojej firmie oczekuja ze facio po studiach bedzie od razu konstruktorem, to komus sie cos pomylilo.
Wiadomo (loco Ameryka i w przemysle komputerowym) ze facio po studiach umie programowac, ale nie wedle standardow pzremyslowych, a na temat robienia oprogramowania w pzremyslowych warunkach ma pojecie nijakie. Wiec trwa okolo roku zeby go nauczyc tego co tzreba i pzrez ten czas jest srednio produktywny. Dlatego mu sie w tym czasie placi male pieniadze.
A dlatego sie takich faciow zatrudnia a nie programistow po 5 dniowym "boot camp" firmy Microsoft, bo tacy faciowie wiedza mnostwo "niepotzrebnych rzeczy" ktorych ich uczyli na studiach a ktore sa potrzebne w parktyce. Na przyklad zupelnie niepotzrebna i teoretyczna wiedza na temat zlozonosci algorytymow.
A.L.
Ja nie o uczeniu zawodu mówię, zrozum. Wszystko co napisałeś to prawda, ale nie o to mi chodzi. Mam pretensje do politechnik o to, że dobór absolwentów jest bardzo zły. Z moją żoną studiował gość, który był chory na autyzm i skończył akademię medyczną. Co prawda nie dostał prawa wykonywania zawodu, ale z celującymi ocenami pozdawał wszystkie egzaminy, bo polegały na zapisaniu do pamięci zawartości 500+ stronicowej ksiązki, a potem wypisaniu z pamięci odpowiedniego rozdziału na papier. Jak widzę podobne tendencje w uczelniach technicznych, to robię się agresywny.
Konrad
To jest wytwór profesora, a odbiorcą książki jest klient na egzaminie. I jako taki jest poprawny. Tego-a-tego będę cię pytał, a ty masz mi odpowiedzieć to-a-to. Ale nie jest to produkt dla odbiorcy, który jako konstruktor projektuje domy. Zdawanie egzaminów i budowanie domów różni się zasadniczo.
Konrad
U¿ytkownik "Zbyszek Tu¼nik" napisa³ w wiadomo¶ci
Ok, masz racje. Oczywiscie nie robie tym dzialaniem nikomu krzywdy, ale jestem napewno nie fair wobec kolegow, ktorzy zaliczaja to robiac samemu obliczenia
Wielu kierowcow, ktorzy lamia przepis ograniczenia predkosci jest nie zatrzymywanych przez policje. Kazdy wie, ze gdybysmy jezdzili przepisowa "50" ginelo by mniej ludzi, bylo mniej wypatkow itp. Nie znam kierowcy, ktory by choc raz nie przekroczyl dozwolonej predkosci. Policja nawet widzac to przymyka oczy. Mysle, ze podobnie jest na studiach. Wielu wyznaje zasade, ze trzeba byc uczciwym, samemu ciezka praca zaslugiwac na oceny. Wiadomo beda lepsi specjalisci dzieki temu. To zwykle slogany. Rozejrzyj sie - kazdy cos zalicza, bo mu pomogli, bo cos sciagna. Na palcach jednej reki mozna policzyc ludzi, ktorzy nigdy nic nie kombinuja. Historie o tym, ze na ustnym ktos przeslizguje sie mimo tego, ze prawie nic nie powiedzial napewno sa Ci znane. Profesorowie przymykaja na wiele rzeczy oko, sa potem rozliczani z wynikow. Znam ludzi, ktorzy faktycznie staraja sie wszystko samemu opanowac i to konczy sie to w wiekszosci warunkami. Oczywiscie zawsze znajdzie sie ktos kto faktycznie ogarnia wszystko i radzi sobie bez problemow. Drastycznie spadla by ilosc wypuszczanych absolwentow. Ale moze to i bylo by dobre....
Powiem tak. Problem zaczyna sie duzo wczesniej. Nie tylko ja jestem czarna owca, ktora ucieka sie do kombinowania przy zaliczeniau. Jest cale stado takich owieczek. Co oczywiscie nie usprawiedliwia mnie. Masz zajecia na ktorych typ jedna reka pisze, druga sciera to co napisal, a brzuchem zaslania tablice. Nie jestes wstanie tego nadazyc przepisac, a co dopiero zrozumiec. Na obliczeniach wrzuca wykres. Na prosby o zwolnienie tempa wykladu lub zatrzymanie nad jakims zagadnieniem odpowiada cisza i zaczyna leciec dalej z materialem. Zajecia nieczytelne, pozbawione wiekszego sensu. A wiec studenci kombinuja i dochodzi do tego ze wlasciwie nikt nie jest wstanie tego sam zrobic. Zleca sie komus rozwiazanie, przynosi, profesor zalicza, nie sprawdzajac czy student ma jakiekolwiek pojecie o tym co napisal. Wszyscy zadowoleni. Student bo zaliczyl. Profesor bo ma dobry wynik i dziekan sie cieszy. Potem obwieszcza sie ze wypuscilismy tylu i tylu absolwentow. Kolo sie zamyka. Nawet gdybys chcial zmienic profesora na innego to znajdz chetnych do zrobienia tego. Inna sprawa, ze szansa takiej zmiany jest bliska zero. Niektorym na reke zaczyna byc takie o to zaliczanie przedmiotu. I dopiero wtedy pojawia sie na grupie moj post.
Pozatym zauwazylem cos takiego, ze na mechanice budowli uczysz sie tych wszystkich reakcji, belek, kratownic, ram itd itp ale nikt nie stara sie tego w praktyce pokazac. Np: Gdzie taka rame mozna zastosowac, policzyc z wlasnego projektu jakis element. Suche cyferki, wykresy. Takie cos staje sie okropnie nudne. Mysle, ze poprostu wymaga sie rzeczy na zbyt duzym poziomie skomplikowania niz to jest tak naprawde potrzebne.
rozi
A z tym to sie zgodze. Dodalbym: "mam pretensje do politechnik ze dobor profesorow jest zly, jak tez zly jest brak procedury pozwalakajcej sie ich pozbyc w okresolnych warunkach"
A.L.
Wystarczy ich uczyc liczyc do 100?...
Przypomina mi sie jak studenci napisali na mnie skarge do Dziekana ze ucze ich teorii. "Nikt nam nie bedzie placil za to ze wiemy dlaczego algorytm dziala. Beda nam placic za to ze umiemy algorytm zaprogramowac". Widze ze Kolega podziela ten poglad...
Raz jeszcze: jest subtelna roznica miedzy technikum a uczelnia WYZSZA. W technikum ucza "co" a na uczelni wyzszej "dlaczego"
A.L.
Uspokój się z tym technikum wreszcie. Ja się uczyłem w liceum i jakoś sobie jako inżynier radzę, a zgodnie z twoją teorią nie miałbym szans.
Co do książki: Przed każdym egzaminem zawsze jest jakaś część studentów, którzy czegoś tam nie wiedzą. Czytają ten skrypt we wszystkie strony i jakoś nie potrafią tego zrozumieć. Ale zwykle znajdzie się jeden koleś, który w dziesięciu słowach, mówiąc do nich ich językiem wyjaśni w dziesięć słów :"ano bierzesz tak, potem tak i masz tak". No więc ta książka nie dla nich jest napisana! A że ja znam przypadki, że Pan Doktor wszystkich studentów z roku oblał na egzaminie komisyjnym, likwidując w ten sposób grupę- po prostu doskonale rozumiem ten mechanizm. Facet dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że mówi na wykładach do samego siebie, mając swoich studentów w dupie, jednak nie przejmował się tym! Jedni piszą takie książki dla samych siebie, inni robią takie wykłady- to właśnie mam na myśli. Rozumiem że już nie nauczasz, ale gdybyś spytał oblanych studentów po egzaminie, czy oni mieli zamiar opanować ten materiał, czy nie- jak myślisz, co by odpowiedzieli?
PS. Raz mnie jeden profesor zaskoczył: na ustnym egzaminie powiedział koledze tak:" Proszę mi wyjaśnić co to jest transmitancja operatorowa, nie używając technicznego języka, tak jakbym był tu woźnym". Wbrew pozorom, to było najtrudniejsze pytanie jakie słyszałem. Bo odpowiedzieć potrafili tylko ci, którzy naprawdę zrozumieli automatykę, a nie nauczyli się na pamięć nawet najlepszego skryptu.
Konrad
Ale wiesz jak dlugo by sie jechalo ?
Poza tym jest pare ciekawych przypadkow dowodzacych ze wypadkowosc nie zawsze zalezy od predkosci..
J.
Ta ksiazka nie jest o tym jak sie oblicza korzystajac ze wzoru. Ta ksiazka jest o tym skad sie wzor bierze. Takich wlasnie rzeczy sie uczy w uczelni WYZSZEJ, powtarzam: WYZSZEJ. Zgadziam sie ze nie kazdy ma leb zeby to zrozumiec. Nie musi wiec studiowac. Na uczelni WYZSZEJ.
Ja tez, bo raz 75% roku oblalo Uklady Elektroniczne. Poneiwaz bylem wtedy odpowiedzialny za nauczanie, bylem w komisji ktora miala ustalic dlaczego. Ustalono. Studenci zgodnie orzekli: "bo nas uklady elektroniczne NIE INTEERSUJA. My chceny byc programistami". NA wydziale Elektroniki. Pzrepraszam, ale sa jakies granice...
Studenci dziela sia na takich ktorzy chca sie nauczyc i takich ktorzy chca miec stopien i ktorzy maja wszystko w dupie. Srednio 10% bylo takich ktorzy chcieli sie nauczyc. Do nich mowilem. Malo mnie obchodzila reszta.
Owszem. Dlatego napisalem ksiazke "Automatyka w pytaniach i odpowiedziach" gdzie takie rzeczy byly wyjasnione dla woznego. Moze jeszcze jest w antykwariatach.
A.L.
Załóżmy, że U(s) jest transformatą Laplace'a wymuszenia u(t) pojawiającego się dla t>0, a Y(s) - transformatą szukanego sygnału wyjściowego y(t). Wówczas równanie wejście-wyjście z pyt. 2.37, w dziedzinie transformat, przy zerowych warunkach początkowych, można zapisać jako (s^n+a.n-1*s^(n-1)+...+a.1*s+a.0)Y(s)=(b.m*s^m+...+b.1*s+b.0)U(s) Transmitancją operatorową (lub krótko transmitancją) nazywa się iloraz wyjścia i wejścia, przy zerowych warunkach początkowych <nie chce mi się przepisywać formuły>
Transmitancja G(s) jest funkcją zmiennej zespolonej s i ma tę właściwość, że w wyniku pomnożenia transformaty wejścia U(s) przez transmitancję G(s) otrzymuje się transformatę wyjścia Y(s) U(s)G(s)=Y(s) Przebieg czasowy sygnału y(t) w odpowiedzi na doprowadzone wymuszenie sygnału y(t) w odpowiedzi na doprowadzone wymuszenie u(t) znajdujemy jako transformatę odwrotną y(t)=L^-1{Y(s)}=L^-1{U(s)G(s)}
To ma być nietechniczny język dla woźnego. U nas woźny miałby problem :-)
Konrad
A są jeszcze antykwariaty?
[...ciach...]
Wiesz, ja tez znam takiego profesora, ktory jest cenionym specjalista. I tylko malo kto zauwazyl, ze on tej opinii dorobil sie w sposob nieuczciwy, slizgajac sie, jak sie da. A zaczal od wydania pod swoim nazwiskiem ksiazki niezyjaceo juz profesora. Ksiazka byla bardzo dobra, wiec wszyscy byli (i nadal sa) przekonani, ze to spec i wielki leb. A gosc jest zwyklym oszustem!
Pozdrawiam, robal.
Nasze szkolnictwo juz lezy. :( Bo jak inaczej podsumowac fakt, ze przez matury przechodza ludzie, ktorzy: a. nie potrafia napisac jednego calego akapitu, bez robienia w nim przynajmniej kilku bledow b. nie wiedza co to jest przy- i przeciwprostokatna, nie potrafia wykonywac prostych operacji na ulamkach itp. I oni oczywiscie dostaja sie na studia, pozniej zlecaja komus wykonywanie za nich zadan, projektow.....
Pozdrawiam, robal.
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Ask the community — no account required