Realne perspektywy zawodowe po polskich uczelniach technicznych
Dec 05, 2011 Last reply: 14 years ago 103 Replies
P
PeJot
W dniu 2011-12-07 15:25, AMX pisze:
Nie wszystkie. Znane mi, to uczelnie typu marketing, zarządzanie i ekonomiczne. Jeden profesor ( taki uczelniany folklor ) męczył kiedyś ludzi ( w tym i mnie ) z elektrodynamiki. Dziś na jakimś WSIiZie "uczy" ekonomii - normalnie człowiek orkiestra :>
Przyczyn jest jak zwykle wiele. Brak zapotrzebowania na kadrę także.
Didn't find your answer? Ask the community — no account required.
P
PeJot
W dniu 2011-12-07 16:32, J.F pisze:
Chyba *niżej* opłacany.
J
J.F
No i tu sie IMO troche myslisz, bo kase moze miec na dluzej, o perspektywach i alternatywach moze myslec wczesniej, nawet w to troche zainwestowac (bo ma pieniedzy wiecej niz na najblizsze 2 tygodnie) ... ale R&D to ja tego tez nie nazwe.
Ale nawet jakby chcial, to co on wiecej moze ?
No nie wiem, nie wiem - IMO to by znalazl innych za mniejsze pieniadze, wiec widac lubi tych ktorych zatrudnil za wieksze. No chyba ze oni sie okazali prawdziwymi fachowcami w dyrektorowaniu - ale to znow dziwne ze sie chce cenionego pracownika pozbyc. Ale tam za morzem, w Anglii to moze faktycznie jakies inne zwyczaje :-)
No fakt, raptem moze poltora, to za malo.
Tak to niestety wyglada z punktu dyrektora. No chyba ze taki madry jak poprzednio napisales i patrzy na wiele kolejnych lat ... ale niestety wyniki ekonomiczne sa zwykle wazniejsze, a z pustego i Salomon nie zaplaci.
J.
A
AMX
To ma drugorzędne znaczenie, czy jest 1 firma z 200tys. pracowników, czy 1000 firm po 200 pracowników. Różnica jest głównie w formie. Duża firma ma własny dział R&D, mała raz na długi czas zleca coś. W obu przypadkach nakłady na rozwój mogą być identyczne.
Tu chodzi o sposób myślenia. Moje wrażenie jest takie, że u nas nie opłaca się inwestować w technologię. Taniej i _mniej ryzykowniej_ jest kupić gotową. Nie ma obawy, że się nie przyjmie albo odnośne ministerstwo opodatkuje jak za wyroby spirytusowe.
Wracając do sposobu myślenia, w każdej firmie są jakieś problemy. Skupiwszy się na technicznych, część jest dość prosta a część jest skomplikowana. Nie ma zwyczaju/przekonania/??/ że wynajęcie fachowca i rozwiązanie problemu może być opłacalne.
Nie od razu Kraków zbudowali. Możnaby przytoczyć całą listę ,,drobnych'' ulepszeń, które przekładają się na konkretne pieniądze. Poza tym w naszej rzeczywistości mała firma kojarzy się właśnie z ,,badylarzem'', który robi najprymitywniejsze rzeczy i potrzebne mu są jedynie skuteczne metody poganiana pracowników.
W krajach bardziej cywilizowanych duża część firm najbardziej zaawansowanych techologii to firmy równie małe. Tylko, że oni żyją z rozwiniętej technologii a nie z poganiania ludzi.
AMX
A
AMX
Kwestia, czy ekonomia itp. to humanistyczne czy ścisłe.
E, tam, to może jedynie jest śmieszne. Gorzej jeśli hydraulik zaczyna robić za lekarza. Bo to już nie jest zabawne.
Widocznie nie rozumiesz, skoro wracasz do tego. Patrzysz od niewłaściwej strony. Uczelnie powinny prowadzić badania i uczyć. Dopiero obie rzeczy tworzą uczelnię.
Nawet jeśli połowa studentów nie powinna trafić na studia to i tak zostaje rzesza tych pozostałych. Na pewno nie wszyscy na uczelni są zdolni (bądź nie będą w stanie) się przestawić na rozwój technologii. Dla nich dydaktyki wystarczy z nadmiarem. Jeśli będą robili to dobrze to wszyscy będą zadowoleni.
Problem polega na tym, że obecnie nie ma wyboru nauczanie albo badania jest wybór: nauczanie albo nauczanie.
Moje wrażenie jest takie, że _obecnie_ ci, którzy są zdolni do czegoś więcej niż dydaktyka a nie ograniczają ich np. względy rodzinne to zmieniają miejsce zamieszkania. I następuje cud. Ta kadra, na którą brak jest zapotrzebowania włącza się w rozwój najbardziej zaawansowanych technologii. Którą później kupujemy za ciężkie pieniądze.
Wypowiedź kadrował
AMX
P
PeJot
W dniu 2011-12-07 19:18, AMX pisze:
Niestety prawdziwe. Pokazuje jak wykorzystać nikomu niepotrzebnego na uczelni technicznej profesora.
/.../
Zależy od proporcji badania/dydaktyka.
BTW: z ramienia przemysłu uczestniczyłem w kilku projektach realizowanych przez miejscową uczelnię. Efektem ich było kilka segregatorów papieru i kilka prototypów. O tym że nie ma szans na produkcję wszyscy mniej więcej od początku wiedzieli :)
A
AMX
No, to może pytanie pomocnicze: jaki jest procent bezrobotnych wśród profesorów?
Podpisuję się obiema rękami! Tylko jeśli jakieś 95% środków płynących na uczelnie jest przeznaczone na dydaktykę to jakie będą proporcje?
Dotąd rozumiem. Takie projekty są zawsze obarczone wielkim ryzykiem, pod każdą szerokością geograficzną. Ale zyski w przypadku sukcesu są na tyle duże, że warto ryzykować.
A tego to już nie rozumiem. Skoro firma wiedziała, że nie będzie produkować to po co pakowała pieniądze w projekt?
BTW. Wiem, że taka współpraca w Polsce ma długą i złą tradycję. Niestety, to spadek po minionych czasach. Teraz obie strony musiałyby się nauczyć współpracować, co wymaga czasu. Ale przede wszystkim chęci.
AMX
P
PeJot
W dniu 2011-12-07 21:14, AMX pisze:
Nie w każdej dziedzinie są szanse na sukces oparty o jakiś innowacyjny projekt. Pracuję w branży opartej na mocno masowej produkcji i tutaj zwyczajnie nie ma szans wymyślić od podstaw niczego odmiennego. Próba zrobienia czegokolwiek inaczej, z góry jest skazana na porażkę finansową. W tym przypadku, na sukces produktu ma większy wpływ agresywny marketing niż udany projekt. Stażystom i praktykantom powtarzam: "Tu się rakiet kosmicznych nie produkuje".
Bo można się pochwalić, że się współpracuje z uczelnią :) A koszty generowały owe prototypy, zrobione u siebie na miejscu, więc nie było tragedii.
Patrz wyżej - są dziedziny, gdzie naprawdę nie da się wymyślić nowego koła, więc uczelnie nie są zainteresowane współpracą.
BTW: przypominam sobie jeden innowacyjny projekt, zrobiony przez jakiegoś dyplomanta. Na papierze wyglądało to ciekawie, ale uczelnia chcąca sprzedać projekt ( raczej wzór przemysłowy ) okazała się być nazbyt pazerna, tak że do niczego nie doszło.
A
AMX
Skoro mam okazję, to z ciekawości zapytam, bo raczej nie mam doświadczeń.
Różne są metody osiągania lepszej technologii. Jedna, to zupełnie nowy, innowacyjny projekt. Tu rzeczywiście trudno wymyśleć koło a nie wszędzie stosuje się bio- czy nanotechnologię. Natomiast japoński sposób to było nie wymyślać niczego nowego, tylko poprawiać i udoskonalać istniejące. Była to na tyle skuteczna strategia, że w pewnym momencie USA się obawiały, że ich Japończycy zaleją i wykupią. Jak to się ma do rzeczywistości?
No i druga możliwość, to poprawa samego sposobu wytwarzania. Jeszcze z czasów PRL-u historia jak to na potrzeby drukarni zoptymalizowano sposób cięcia arkuszy papieru aby zmniejszyć ilość odpadów.
AMX
J
J.F.
Dnia Wed, 7 Dec 2011 18:18:45 +0000 (UTC), AMX napisał(a):
Poczekamy, zobaczymy. Czasy sie zmienily, nowoczesna nauka jest troche zbyt skomplikowana zeby wykladac ja studentom, uczelnie niekoniecznie zajmuja sie nowoczesna nauka, a noble dostaja ludzie np z IBM Research Center.
Zreszta ... juz 100 lat temu sporo istotnych wynlazkow powstalo poza uczelniami.
Cii - jak sobie tak popatrzylem na swoja karte 8GB - majstersztyk inzynierii, ilez to badan wymagalo, a kosztuje tyle co 4 bulki w McDonaldzie, 20 kg jablek, 50 cegiel, pol kibla - tzn pol najtanszej muszli, bo producenci ladniejszych to umiaru nie znaja. :-)
J.
P
PeJot
W dniu 2011-12-07 23:07, AMX pisze:
Po pierwsze to było w latach 60 i 70 zeszłego wieku, czyli ze 40 lat temu.
Wracamy do pierwszego: przez 40 lat da się poprawić bardzo dużo, ale gdzieś jest kres możliwości. Potem działa nieubłagane powiedzenie: "Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko nieopłacalne". Co nie oznacza że nie dzieje się nic w temacie. Owszem, co jakiś czas pojawia się jakaś innowacja, ale kończy ona żywot jako *patent* tylko po to by związać ręce konkurencji, a nie zawojować rynek. Smutne, ale prawdziwe.
Optymalizacja też kiedyś się kończy, chyba że mówimy o tzw. optymalizacji za każdą cenę :)
BTW: jeszcze o skośnookich. Shimano: japońska firma, legenda, od wielu lat rządzi rynkiem części rowerowych i to z każdej półki cenowej. Zaczynali skromnie, gdzieś w latach '70, produkując tanią masówkę. Dziś stać jest ich na to, by *dokładnie co roku* wypuszczać całe serie, tzw. grupy osprzętu. Tyle tylko, że zmiany w stosunku do poprzednich lat są ledwie kosmetyczne. Nie ma rewolucji, jest co najwyżej ewolucja, nastawiona na optymalizację kosztów wytwarzania. Nowy projekt wprowadza się wtedy, kiedy zużyją się narzędzia do produkcji starego modelu. Przy okazji, niestety, jakość i żywotność części poleciała na pysk.
P
PeJot
W dniu 2011-12-08 01:35, J.F. pisze:
A nie straciłeś kiedyś ważnych danych przez ów majstersztyk inżynierii ? ;)
J
J.F
U¿ytkownik "PeJot" napisa³ w wiadomo¶ci W dniu 2011-12-08 01:35, J.F. pisze:
Ano nie, ale kibel tez jeszcze pode mna nie pekl :-)
Tylko jak sobie pomysle - 64 *miliardy* komorek, kazda tak mala ze pod mikroskopem nie mozna dostrzec, jakich to maszyn wymagalo przy produkcji, ktore trzeba bylo wczesniej zaprojektowac i zrobic, a po dwoch latach sie wyrzuci, bo panie, teraz sie takie male karty nie sprzedaja, jakimi umiejetnosciami musialo sie wykazac tysiace inzynierow odpowiedzialnych za cala fabryke ... i oni to sprzedaja taniej niz zwykly porcelanowy kibelek :-)
J.
P
PeJot
W dniu 2011-12-08 11:07, J.F pisze:
I jedno i drugie to masówka, ale skala chyba inna :)
J
J.F
U¿ytkownik "PeJot" napisa³ w wiadomo¶ci grup
Wiesz, jesli uczelnia jakos tam uczciwie policzyla wszelkie koszta, to jej tak wyszlo. Niestety, ale R&D jest drogi, za drogi jak na krajowy przemysl.
A taniej sprzedac tez nie mogla, bo by sie jej prokurator do d* dobral :-)
J.
P
PeJot
W dniu 2011-12-08 11:12, J.F pisze:
Bez przesady, to był *jeden* dyplomant, a nie *dział* R&D. No i zapewne jeszcze liczyli na sprototypowanie za free.
J
J.F
Rozne moga byc powody. Dobra znajomosc z panem profesorem, ulgi podatkowe, nadzieja ze cos z tego jednak wyjdzie, dobrze wyglada w raporcie rocznym.
Mnie sie ten przyklad podoba:
formatting link
Tak jak piszesz - zyski w razie sukcesu sa ogromne. Tylko jak dlugo mozna placic za bezowocne badania ?
I jeszcze pieniedzy. I tu znow wracamy do tego jak "badylarz" z malej fabryczki ma zatrudnic zespol z uczelni za rozsadna dla obu stron cene.
Aczkolwiek ... pamietam tu z newsow jeden ciekawy przypadek - ktos chcial zaplacic za technologie przerobu odpadow na paliwo dla swieczek. Bo parafina byla za droga.
J.
J
J.F
U¿ytkownik "PeJot" napisa³ w wiadomo¶ci grup W dniu 2011-12-08 11:12, J.F pisze:
Dyplomant, ale skoro taki innowacyjny, to sprzedajemy go po cenie adiunkta. No i oczywiscie promotor musi dostac wiecej niz dyplomant. Nie wiem jakie czasy - ale jak doliczysz amortyzacje drogiego komputera z drogim programem, dorzucisz 100% kosztow wydzialowych i
100% kosztow uczelnianych ... no i klient mowi ze nie jest zainteresowany.
J.
J
J.F
Nie ma/powoli sie zaczyna, ale spojrz jeszcze na to co te krajowe fabryki produkuja. Prosta produkcja. Meble np. Albo kostke betonowa. To jaka one technologie potrzebuja ? Lepszy klej do tkanin ?
I znow wracamy do tego ile bedzie kosztowalo opracowanie nowej technologii, i czy ich na to stac. A potem jeszcze sie okaze ze trzeba certyfikatow, atestow, badan.
Albo czy zrobi im ktos maszyne na zamowienie lepsza niz dostepne na rynku lub choc tansza ?
A owszem, tylko wtedy wychodzi druga strona medalu - malo kto potrafi to zrobic. Plus cala masa innych "niedasie" i koniec koncow znow sie rozbija o pieniadze - panie, gotowy kosztuje taniej.
Otoz to - oni po prostu robia drozsze rzeczy.
J.
K
Konrad Anikiel
Używasz pojęcia którego nie rozumiesz. Pomysł plus jakiś projekcik w ramach dyplomu to nie jest R&D. Co ten dyplomant researchował albo developmentował? Gdyby uczelnia to we własnych laboratoriach opracowała materiałowo, technologicznie, narobiła prototypów, prób, specjalistycznych narzędzi, ulepszała kolejne wersje w oparciu o jakieś tam badania- to jest R&D, to wtedy by było drogie. A kilka rysunków tuszem na kalce to jest tylko praca dyplomowa i dla uczelni nie generuje żadnego kosztu tylko przychód ryczałtem od ministerstwa. Student dyplom i tak dostanie, spyta o robotę, być może go chętniej przyjmą. Uczelnia tego na pewno nie opatentowała, więc firma śmiało może to produkować. Szkoła może pozwać najwyżej autora pomysłu, ale to by była z góry przegrana sprawa, bo nie ma z nim żadnej umowy o ochronie praw autorskich. Konrad
Join the Discussion
Have something to add? Share your thoughts — no account required.
Didn't find your answer?
Ask the community — no account required
Report Content
You are reporting this content to the moderators. They will look at it
ASAP.